sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 3.

  • SKOMENTUJ PROSZĘ :)
  • MIŁEGO CZYTANIA!
  • I chciałabym was zaprosić na bloga mojej najlepszej przyjaciółki, która także postanowiła zacząć pisać fanfiction o JUSTINIE jest świetne i polecam! ---> 
  •  http://lovecure-all.blogspot.com/


Siedziałam na kanapie w wielkim salonie razem ze swoją przyjaciółką, oglądając "Z kamerą u Kardashianów." 
Szczerze mówiąc uwielbiam tą rodzinę, zwłaszcza Kylie, Kendall i Kim. 
Moim skromnym zdaniem - były stamtąd najlepsze. 
Była godzina siedemnasta trzydzieści, a do dziewiętnastej i mojego spotkania z Justinem zostało jeszcze półtorej godziny i szczerze mówiąc stresowałam się jak cholera.
 No, bo nie chce, żeby jakiś paparazzi zrobił nam zdjęcie z podpisem 
"Justin Bieber i jego nowa dziewczyna!", albo co gorsza - 
"Justin Bieber z kolejną dziwką!" 
Uwierzcie mi, jeżeli zobaczyłabym coś takiego, na pierwszej okładce jakiegoś tandetnego magazynu to było by źle.
 I z tym kretynem, który zrobił mi zdjęcie i z tym co wstawił to zdjęcie do gazety. 
Moja ciotka może i by się ucieszyła, ale ja nie. 
Pomyślałaby, ze przyjęłam jej propozycje "wybicia" się u boku Justina, a tego naprawdę nie chce. 
Kiedy program się skończy, Ashley oznajmia, że wychodzi gdzieś ze swoim chłopakiem, mówiąc, ze nie wie kiedy wróci. 
Ja nadal siedziałam w tym samym miejscu przerzucając z programu na program.
 Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, zerknęłam na zegarek, na którym widniała godzina dziewiętnasta. 
Szybko poderwałam się na równe nogi, biegnąc do drzwi. 
Zanim jednak je otworzyłam, przejrzałam się w lusterku wiszącym w przedpokoju tuż obok drzwi. 
Ubrana byłam w jeansowe ogrodniczki, białą koszulkę Calvina Kleina z napisem "Calvin Klein Jeans", na środku i białe krótkie conversy. 
Biorąc głęboki oddech, otworzyłam drzwi tym samym ukazując w nich szatyna o czekoladowych oczach. 
Był ubrany w czarne spodnie, białą koszulkę, a na to zarzucił czarną bluzę, a na nogach miał czarne supry. 
Wyglądał dobrze, bardzo dobrze. 
- Cześć. - powiedział z uśmiechem, podchodząc i przytulając mnie mocno.
- Hej, idziemy? - odpowiedziałam z uśmiechem. 

Cieszyłam się, że z nim wychodzę. 

- Jasne, gotowa? - pokiwałam twierdząco głową, zabierając klucze od domu z komody, która stała przy lustrze i wyszłam z domu. 
Zamknęłam drzwi, podążając po chwili za chłopakiem do jego samochodu. 
Kiedy już się w nim znaleźliśmy, od razu włączyłam radio, w którym akurat leciała piosenka Sean'a Paul'a i Alexis Jordan - "Got 2 lov U" 
Od razu zaczęłam śpiewać razem z nimi, energicznie kręcąc głową. 

Kochałam tą piosenkę. 

- "I, I'll do anything I could for ya
Boy you're my only
I, I'm gonna flip the script on ya
You don't even know me
Cause I, I... I don't even want to fight, fight, fight
Said I, I... I ain't even gonna fight it." *- zaśpiewałam z sercem. 
Poczułam na sobie wzrok chłopaka, kiedy staliśmy na czerwonym świetle. 
Zażenowana opadłam na fotel, odwracając swoją czerwoną twarz w stronę szyby. 
- To było... Wow. - powiedział, zaszokowany. 
Jeszcze bardziej poczułam jak robię się czerwona, schowałam twarz w dłoniach kręcąc głową śmiejąc się przy tym. 
- Wiem, jestem beznadziejną piosenkarką. - zaśmiałam się.
- Nie, jeżeli nie wyjdzie ci z dziennikarstwem, zawsze mogę pomoc ci się odnaleźć w muzyce. - powiedział poważnym tonem. 
- Wątpię, ale dziękuje. - mruknęłam zaskoczona. 
- Opowiedz mi trochę o sobie. - odezwał się po chwalili ciszy.
- A co chcesz wiedzieć? - zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Wszystko. - odparł, wzruszając ramionami z uśmiechem. 
- No więc, nazywam się Cailin Brown i mam dziewiętnaście lat. - powiedziałam.
 - Najbliższe osoby jakie mam to Ellen i Ashley, moja przyjaciółka. 
Moi rodzice rozwiedli się dziewięć lat temu, kiedy miałam dziesięć lat. - wzruszyłam ramionami. - Jako jedyna chyba najbardziej przejęłam się tą sytuacją. 
W wieku dwunastu lat wykryto u mnie depresję. - powiedziałam cicho. 
- Przez dwa lata nie utrzymywałam z nikim kontaktu, nawet z Ash. 
Nie wychodziłam z domu, nie rozmawiałam z nikim... - mruknęłam.
- Okaleczałaś się? - zapytał po chwili, przejętym tonem. 
Pokręciłam przecząco głową.
- Nie, to był inny rodzaj depresji. 
Nie miałam zamiaru się okaleczać. - odpowiedziałam.
- Nie utrzymuje z nimi kontaktu. - dodałam. 
- Mój tata to Jack Brown, słynny reżyser filmowy. - wywróciłam oczami. 
- Mama to Emma Sparks, znana na całym świecie projektantka mody. - powiedziałam z sarkazmem. 
- Ogólnie nienawidzę rozmawiać o rodzinie, w prawdzie jej nie mam. - mruknęłam. 
- Moim marzeniem jest dziennikarstwo, jako mała dziewczynka chciałam przeprowadzać wywiady z innymi gwiazdami. - opowiadałam z uśmiechem. 
- Wszystkiego nauczyłam się od ciotki, kiedy z nią zamieszkałam. 
Jest najwspanialszą osobą na świecie, rozumie mnie i zawsze mi dogodzi. - zachichotałam. 
- A poza tym mam przyrodniego brata, nazywa się Max i ma dwa lata. Jest od strony taty. - mruknęłam.
 - Uwielbiam go! - wyrwałam z szerokim uśmiechem. 
- No, teraz ty. - powiedziałam.
- Jesteśmy. - powiedział, zatrzymując się na parkingu. 
Wysiadłam z samochodu, zakładając na nos okulary przeciw słoneczne. 
Ruszyliśmy w stronę plaży, co chwilę trącając się ramieniem. 
- A więc, nazywam się Justin Bieber i mam dwadzieścia lat. - odpowiedział z zadziornym uśmieszkiem. 
- Moi rodzice też są po rozwodzie, rozwiedli się kiedy byłem małym dzieckiem. - powiedział, siadając na pisaku i ciągnąc mnie tym samym za sobą.
- Mam młodsze rodzeństwo Jazzy i Jaxona, których kocham ponad życie. 
Kiedyś cię z nimi poznam. - dodał, słodko się uśmiechając.
 Pokiwałam głową z uśmiechem, czekając aż znaczenie mówić dalej. 
- Nie mam dziewczyny i już zaczynam wątpić, że kiedykolwiek znajdzie się taka, która będzie ze mną ze wyglądu na to jakim człowiekiem jestem, a nie kim jestem. 
Czekam na taką, która będzie widziała we mnie normalnego Justina, a nie gwiazdę muzyki. - spuścił głowę. 
- Brakuje mi takiej osoby, do której mogę pójść, przytulić się, pocałować i szczerze porozmawiać. - wzruszył ramionami, odwracając głowę w moją stronę. 
Widziałam w jego oczach smutek i żal? 
Naprawdę zrobiło mi się go szkoda. 
- A ty? Masz już swojego księcia z bajki? - zapytał z wymuszonym uśmiechem. 
Zaśmiałam się ponuro, kręcąc przecząco głową.
- Nie, zdradził mnie palant. - powiedziałam śmiejąc się. 
Chłopak podniósł brwi, zapewne zastanawiając się dlaczego się śmieje.
- Nie kochałaś go? - zadał kolejne pytanie. 

I tu mnie miał.

- Kochałam. - pokiwałam powoli głową. 
- Zabiegał o moje względy dwa lata. - zachichotałam, na co szatyn się uśmiechnął.
 - Jestem trudną dziewczyną, Justin. - wzruszyłam ramionami. 
- Byliśmy ze sobą chyba rok, na jednej z imprez schlał się w trzy dupy. 
W pewnym momencie zniknął mi z oczu, więc zaczęłam go wszędzie szukać i pytać, czy nie widzieli tego kretyna. - wywróciłam oczami.
 - Aż w końcu jeden z jego kumpli, powiedział mi, że widział jak idzie na górę z jakąś blondynką. Poczułam jak serce mi się zatrzymuje, już wiedziałam, że to będzie koniec.
 Kiedy znalazłam się już na pietrze i w tym pokoju... - ucięłam. 

Nie mogłam dalej mówić. 

- No chyba domyślasz się co tam zobaczyłam. - spuściłam głowę. 
Chciało mi się płakać. 
- Wiem co czujesz. - powiedział, tuląc mnie do siebie. 
- Mnie też pewna osoba zdradziła. Kochałem ją, a ona zabawiała się w najlepsze kiedy ja leżałem w domu chory. - warknął z obrzydzeniem. 
- Byłem ślepo zakochany. - mruknął. 
- Nie rozmawiajmy o tym, dobrze? - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Dla ciebie wszystko. - zachichotał wstając. 
- Chodź przejdziemy się. - powiedział, wystawiając w moją stronę rękę, którą z chęcią chwyciłam. 
- Dlaczego nie utrzymujesz kontaktu ze swoimi rodzicami? Przepraszam, że o to pytam, ale dręczy mnie to pytanie. - zapytał, tłumacząc się po chwili. 
- A więc kiedy już należeli sobie partnerów, zapomnieli o mnie. 
Stałam się piątym kołem u wozu, co bardzo mnie denerwowało i smuciło. 
Raz kiedy wróciłam do domu zastałam Ellen, która oznajmiła mi, że przeprowadzam się do niej do Los Angeles... - wywróciłam oczami. 
- I wiesz jak rodzice zareagowali? - zapytałam. 
Chłopak pokiwał głową z wyraźnym współczuciem, wypisanym na twarzy. 
- Powiedzieli, że oni nie mają czasu na wychowywanie dziecka i wyszli do pracy. - uśmiechnęłam się sztucznie, wzruszając ramionami.
 - Nie raz słyszałam jak ktoś mówi, że zazdrości mi sławnych rodziców. - pokiwałam głową. 
- To było żałosne. - dodałam.
- Współczuje. - powiedział cicho. 
- Zagrajmy w dziesięć pytań** - krzyknęłam, kręcąc energicznie głową, chcąc porzucić temat i porozmawiać o czymś zabawnym. 
Chłopak pokiwał twierdząco głową rozbawiony. 
- Ulubiony kolor? - zapytałam.
- Fioletowy, ale lubię też niebieski. - uśmiechnął się. 
- Ulubiony piosenkarz? - tym razem to on zadał pytanie. 
- Jason Derulo!*** Kocham go! - krzyknęłam. 
- Zaśpiewasz mi jakąś jego piosenkę? - zapytał nieśmiało. 
- Ja? Przecież jestem w tym beznadziejna. - powiedziałam zaskoczona. 
Justin posłał mi spojrzenie typu "Nie pierdol głupot" i wywrócił oczami. 
- No okej, ale ty też mi coś zaśpiewasz, dobrze? - zapytałam z szerokim uśmiechem. 
Szatyn pokiwał głową z uroczym uśmiechem i czekał, aż zacznę śpiewać. 
- "Girl, you don't want

I want you to want me

And if you want, hey girl, you got me
There's nothing I know I wouldn't do, I wouldn't do
Just to get up next you
Just to get up next you
Just the thought of you gets me so high
So high****" - zaśpiewałam z uśmiechem. 
Jason Derulo był jednym z tych piosenkarzy, którzy śpiewali z sercem. 
Śpiewał tak... Namiętnie? 
Tego się nawet opisać nie da! 
Uwielbiam go, miałam nawet zaszczyt być na jego koncercie. 
Jest niesamowicie przystojny! 

- Słyszałem go tylko dwa razy, ale już uwielbiam twój głos. - uśmiechnął się. 
Zaśmiałam się niezręcznie, przecież ja talentu nie mam. 
- Teraz ty. - mruknęłam wyczekująco. 
- "Hey baby girl I love your accent-cent-cent
I think I like you more because your different-ferent-ferent-ferent
Oh, I ain't gotta ask I can tell you ain't from here, here, here, here
Oh, what I gotta do just to show you that I want you near, near, near, near, near" - zaśpiewał.
 - "All you gotta do is read the signs. The exit is to the right,
I don't know your name
But love your smile,
I love the way you put it down, down, down. If you wanna know I like an out of town girl, girl, girl, yeah, yeah, yeah
Put your hands up if you out of town girl, girl, girl, yeah, yeah, yeah
You know I gotta hold it down for my out of town girl, girl, girl, yeah, yeah, yeah. You can tell, you can tell, she's an out of town girl, girl, girl, yeah, yeah, yeah*****" - śpiewał z zamkniętymi oczami, miał tak cudowny głos, że aż otworzyłam usta. 
Jego głos był taki miękki, gładki i seksowny! 
Jak wrócę do domu to chyba przesłucham wszystkie jego piosenki.

Jeszcze ten tekst.

O Boże. 


- To było cudowne. - powiedziałam nadal w szoku. 
- Wow, uwielbiam twój głos, naprawdę. - mruknęłam. 
- O Boże,  jeszcze ten tekst. - zaczęłam gadać jak najęta. 
Justin zaśmiał się i podziękował cicho, chyba zawstydziły go moje słowa. 
- Wracamy? - zapytał.
 Przytaknęłam, odwracając się na pięcie i zmierzając w stronę parkingu.
- Jutro mam się pojawić u Ellen o dziewiątej. - mruknęłam zrezygnowana. 
- Widzę, ęe pałasz zapałem. - zachichotał. 
- Uwierz mi, to że uwielbiam ten zawód nie oznacza, że uwielbiam do niego wcześnie rano wstawać. - powiedziałam. 
Kiedy już znaleźliśmy przy samochodzie od razu do niego wsiadłam. 
Było mi strasznie zimno i dopiero teraz to zauważyłam. 
Rzuciłam wzrokiem na deskę rozdzielczą, na której widniała godzina dwudziesta trzecia. 
- O Boże, siedziałam z tobą aż cztery godziny! - powiedziałam z niedowierzaniem. 
Chłopak spojrzał na mnie zaszokowany, odpalając samochód.
- Aż tak źle się bawiłaś? - powiedział udając urażonego. 
Zachichotałam i pokręciłam głową. 
- Nie o to chodzi. Myślałam, że jest gdzieś dziewiąta, czy coś... - mruknęłam. 
Justin pokiwał głową z uśmiechem, dając mi znak, że usłyszał. 
Oparłam głowę o szybę wpatrując się w mijający przez nas krajobraz. 
Jeżeli krajobrazem można nazwać puste ulice LA. 
Nim się obejrzałam staliśmy już pod moim domem. Odpięłam pasy, sprawdzając czy mam przy sobie komórkę.
- To ten.. Dziękuje za cudowny wieczór, bawiłam się świetnie. - odezwałam się. 
- Nie ma sprawy, będziemy musieli to kiedyś powtórzyć. - powiedział z uśmiechem. 
- Masz rację, a teraz muszę już spadać, pa. - powiedziałam z uśmiechem wysiadając z samochodu. 
Pomachałam chłopakowi, kiedy odjeżdżał swoim samochodem spod mojego pojazdu. 
Z uśmiechem na ustach, ruszyłam do domu.
 Drzwi były otwarte, więc pewnie Ashley już wróciła. 
Wchodząc do domu od razu skierowałam się do kuchni po szklane soku pomarańczowego. Wzięłam szklane do ręki, zmierzając prosto do swojego pokoju. 
Postawiłam sok na biurku, wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam pod prysznic. 


Ten dzień był dobrym dniem. 



________________________________________________________________________

* Piosenka Sean'a Paula i Alexis Jordan - Got 2 lov U. - Polecam :)
** Gra, w której po prostu zadajemy sobie pytani, żeby lepiej się poznać :)
*** Amerykański piosenkarz Jason Derulo, znany gównie z piosenki ''Wiggle'', którą chyba wszyscy znaczy ;)
**** Piosenka Jasona "Want to want me", która jest mega! Polecam <3
***** Piosenka Justina "Out Of Town Girl" i chyba wszystkie ją znamy, haha <3



Witam wszystkich! Mam nadzieje, że rozdział się podobał i SKOMENTUJECIE! :) 
Pod ostatnim rozdziałem było tylko 8 komentarzy i powiem szczerze, że się zawiodłam :< 
Pod prologiem 20, pod pierwszym 10 lub 11, a pod drugim tylko 8? 
Naprawdę mi zależy na waszej opinii, bo nie wiem, czy na pewno podoba wam się fabuła/rozdział, czy nawet blog. Uwierzcie mi, komentarze MOTYWUJĄ. 
Bardzo.
Tak więc proszę KAŻDEGO kto przeczyta rozdział o opinię pod rozdziałem.
Umówmy się jeszcze tak, że max 15 komentarzy = nowy rozdział, dobrze? :)

NOWY ROZDZIAŁ = MAX 15 KOMENTARZY! :)



Z racji tego, że są święta wielkanocne, życzę wam wszystkiego co najlepsze dla was i waszej wspaniałej rodziny. Dużo jedzenia, haha :D 
I żebyście spędzili je z najbliższymi!
KOCHAM WAS MOCNO
HAPPY EASTER EVERYONE! <3 


poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 2.


  • CZYTAJ NOTATKĘ POD ROZDZIAŁEM!
  • SKOMENTOWAŁEŚ/AŚ? ZRÓB TO PO PRZECZYTANIU ROZDZIAŁU ;)
  • MIŁEGO CZYTANIA.





- Okej... Spokojnie, Cailin. - mówiłam sobie pod nosem. 
Odkąd dowiedziałam się, że tą gwiazdą ma być Justin Bieber po prostu się załamałam!
 Nie, że go nie lubię, ale to facet i do tego przystojny!
 Dam sobie głowę uciąć, że palnę coś głupiego i ośmieszę się przed nim.
- Nie dam rady. - mruknęłam, chodząc w tą i z powrotem. 
Pracownicy przechodzący obok patrzyli na mnie jak na osobę chorą psychicznie.
 Nim się obejrzałam stałam na scenie, czekając aż kamery zaczną nagrywać.
 Spojrzałam w lewo w kierunku, w którym stała Ellen wraz z Ashley i innymi pracownikami "życzącymi" mi szczęścia.
- Za trzy, dwa, jeden lecimy! - krzyknął kamerzysta.
- Witam Państwa! Nazywam się Cailin Brown i dzisiaj zastąpię słynną Ellen DeGeneres w jednym z jej wywiadów. - uśmiecham się uroczo w stronę kamery. 
Może to dziwne, ale cały stres spłynął ze mnie jak woda. 
- Dzisiaj przeprowadzę wywiad z jedną z największych gwiazd muzyki pop. - dodałam z uśmiechem, zmierzając w stronę kanap.
 - Przywitajcie gorąco Justina Biebera! - powiedziałam.
 Na sali rozległy się brawa, krzyki i piski fanek, kiedy Justin wyszedł zza kulis machając i uśmiechając się szeroko do fanów. 
Podszedł do mnie uśmiechając się zadziornie, lustrując mnie przy tym dyskretnie wzrokiem. Przywitaliśmy się uściskiem i lekkim buziakiem w policzek.
 Przeszedł mnie miły dreszcz kiedy mnie dotknął, ale zignorowałam go. 
- Widzę, że na widowni znajduje się wiele twoich wiernych fanek. - powiedziałam, uśmiechając się w stronę widowni, chwile później wracając wzrokiem do chłopaka.
- Ja też to widzę. - odpowiedział chłopak, uśmiechając się uroczo przez co na sali znowu rozległy się głośne piski. 
Zachichotałam, zawracając tym samym uwagę Justina.
 Chłopak uśmiechnął się to mnie i mrugnął tak, żeby nikt tego nie widział.
- Jak się masz? - zapytałam, ignorując jego gest.
- Bardzo dobrze, a ty? - odpowiedział, przyglądając mi się cały czas. 
Co nie powiem - było krępujące.
- Też, dziękuje. - odparłam. 
- Słyszałam, że chcesz sobie zrobić przerwę w karierze, zdradzisz nam dlaczego? - zadałam pierwsze pytanie. 
- Chciałbym odpocząć od paparazzi i ciagłego krytykowania mnie jaki jestem, a jaki nie. Chce mieć więcej czasu dla rodziny, przyjaciół i oczywiście Beliebers. - odpowiedział szczerze. 


Beliebers.


- Mam pytanie, na które musisz odpowiedzieć. Nie masz wyjścia. - zaśmiałam się, na co mi zawtórował. 
- Pytaj śmiało. - wyrwał, uśmiechając się do mnie.
- Kim są dla ciebie, twoi fani? - zapytałam, ciekawa jego odpowiedzi.
 - Wiele słyszałam o relacjach twoich z Beliebers, ale chciałabym usłyszeć to od ciebie. - dodałam z uśmiechem.
- Są dla mnie bardzo ważni. - odpowiada.
 - Traktuje ich jak rodzinę, bo w końcu nią są i gdyby nie oni nie siedziałbym tutaj z tobą. - wyznaje zamyślony. 
- Kiedy inni mnie krytykują za moje błędy i za to jakim złym człowiekiem jestem. - robi cudzysłów przy "złym" i śmieje się ponuro, patrząc w jeden martwy punkt. 
- Wiem, że oni nie tylko widzą we mnie chłopaka od narkotyków, czy jazdy po pijanemu. Są ze mną do końca nie ważne co zrobię, po prostu są. - kiedy to mówi, łzy napływają mi do oczu.
 - Są dla mnie najważniejsi. - dodaje, uśmiechając się szczerze.
- To takie kochane. - mówię, wycierając łzy z policzków.
 - Aż się rozkleiłam. - zaśmiałam się. 
- Ooo, jesteś słodka. - śmieje się na głos. 
Słysząc to, poczułam jak robię się czerwona na twarzy i zaczęłam się śmiać razem z nim.
- Okej. - zachichotał, zawstydzony moją reakcją.


Kto by pomyślał.

Zawstydziłam Justina Biebera


- Przejdźmy do kolejnych pytań. - powiedziałam, uśmiechając się i zakładając kosmyk włosów za ucho. 
- Czy chciałbyś czasem być znów normalnym chłopakiem mieszkającym w Kanadzie i spotykającym się na co dzień ze swoimi przyjaciółmi? - zapytałam. 
Szatyn poprawił się na fotelu, kładąc ręce na kolana pochylając się bliżej mnie.
- Szczerze mówiąc, tak. - odpowiada, prostując się.
 -  Czasami mam dość tego wszystkiego, ale po chwili uświadamiam sobie, że to jest coś co chce robić już do końca życia. Nawet jeżeli bym chciał się wycofać, nie ma już odwrotu. - mówi. - Na scenie czuję się spełniony, szczęśliwy. Czuję, że niczego mi wtedy nie brakuję. Nie mam prawa narzekać. - uśmiechnął się. 
- Mam tutaj pare pytań od twoich fanów, chcesz na nie odpowiedzieć? - zacheciłam go.
- Oczywiście! - odpowiedział, bez namysłu.
- Czy zdążyło ci się kiedyś przykre, ale i śmieszne wydarzenie? Jeżeli tak, to nam o nim opowiedz. - przeczytałam.
- Tak. Kiedy byłem młodszy zabiłem swoją złotą rybkę, bo nie wiedziałem, że nie może żyć bez wody. - zaśmiał się, rumieniąc się przy tym. 
Pokiwałam głową rozbawiona, czytając dalej.
- Czy jest osoba, o której chcesz, ale nie potrafisz zapomnieć? - zadałam kolejne pytanie z listy. Przeniosłam wzrok na Justina, który się spiął.
- Tak. Wiem, że już dla mnie nic nie znaczy, tak jak ja dla niej, ale nie potrafię jej wyrzucić z pamięci. - odpowiada, patrząc mi prosto w oczy przez co poruszam się niezgrabnie. 
- Gdybyś miał wybierać pomiędzy koszykówką, a hokejem. Co byś wybrał? - przeczytałam, wracając wzrokiem do mojego gościa.
- Trudne pytanie. Uwielbiam i hokej i kosza, ale wybrałbym hokeja. - odpowiedział z uśmiechem.
- A ja koszykówkę, bo połamałabym się na lodzie. - dodałam, śmiejąc się.
- Zawsze mogę cię nauczyć. - mrugnął do mnie zadziornie. 


O Boże.


- Dziękuje za wywiad Justin. - powiedziałam wstając i zgrabnie omijając to co powiedział.
- To ja dziękuje... - uciął, czekając aż zdradzę mu swoje imię.
- Cailin. - powiedziałam jak zahipnotyzowana.
- To ja dziękuje za tak szczery wywiad, Cailin. - mruknął, również wstając i całując mnie w rękę. Spuściłam głowę zawstydzona, po chwili zwracając się do kamery. 
- To już koniec na dziś, bardzo dziękuje za oglądanie. - odparłam z uśmiechem.
 - Miłego dnia. - dodałam. 
- I.... Koniec! - krzyknął, kamerzysta. 
- O moj Boże, ale się stresowałam! - krzyknęłam, zchodząc ze sceny i biorąc w rękę butelkę wody. 
- Cailin! - krzyknęła ciotka, idąc do mnie wraz z Ashley. 
- To było niesamowite. - dodała dumna.
 Uśmiechnęłam się szeroko kiedy tylko te słowa wyleciały z jej ust, dziękując cicho. 
- Świetnie ci poszło. - powiedziała, szeroko uśmiechnęła brunetka.
- Tak, jak na pierwszy raz poszło ci bardzo dobrze. - serce zabiło mi szybciej kiedy usłyszałam te słowa za sobą. 
Odwróciłam się do Justina, uśmiechając się szczerze.
- Dziękuje. - mruknęłam, uśmiechając się. 
Szatyn chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnował posyłając mi uśmiech i odchodząc do swojego managera.
- Leci na ciebie. - szturchnęła mnie w ramię przyjaciółka, uśmiechając się w TEN sposób.
- Lecz się. - odpowiedziałam, wywracając oczami i kierując się do garderoby. 
Przez cały wywiad, Bieber patrzył to na moje nogi, piersi i prosto w oczy przez co czułam się bardzo skrępowana, ale próbowałam tego nie okazywać. 


To chyba najdziwniejszy chłopak na świecie. 


- Anastasio... - powiedziałam cicho, wchodząc do pomieszczenia. 
Pokój był pusty i panował w nim totalny burdel.
- Co za syf. - mruknęłam pod nosem, wchodząc głębiej.
- Ekhem. - serce omal nie wyskoczyło mi z piersi, gdy tylko to usłyszałam. 
Odwróciłam się na pięcie z zamkniętymi oczami, bojąc się spojrzeć na mojego "towarzysza." Usłyszałam chichot, postanowiłam otworzyć jedno oko i stawić czoła koledze. 
- Czyli od dzisiaj mamy razem garderobę? - zapytał, uśmiechając się do mnie zadziornie i poruszając brwiami w znaczący sposób. 
Prychnęłam, wywracając oczami na jego tandetny tekst na podryw i przygryzłam wargę ze zdenerwowania.
- Przepraszam, ale zamyśliłam się i pomyliłam garderoby. Szukałam Anastasi i własnie zorientowałam się, że jednak to nie te pomieszczenie i no widzisz. - wytłumaczyłam się.
- Okej, ale nie musiałaś mi mowić, że jest tutaj totalny syf. Sam o tym doskonale wiem. - powiedział rozbawiony. 


On to słyszał....


- Przepraszam? - zabrzmiało to raczej jak pytanie.
 Chłopak udawał, że nad tym myśli po chwili jednak przybrał taki wyraz twarzy, jakby wpadł na najlepszy pomysł na świecie.
- Wiem jak możesz mi się odwdzięczyć. - powiedział z szerokim uśmiechem. 
Po raz kolejny tego dnia prychnęłam pod nosem, unosząc brwi, żeby w końcu zdradził mi ten pomysł.
- Umówisz się ze mną. - to zabrzmiało raczej jak stwierdzenie, a nie pytanie.
- Co? - wyrwałam w szoku. 
- Umówisz się ze mną. - wzruszył ramionami jakby nigdy nic.
- Chyba ci się coś pomyliło, Panie Bieber. - powiedziałam z rozbawieniem.
- Dlaczego? - zapytał z miną zbitego szczeniaka.
- Bo nie mam zamiaru umawiać się tobą. - odpowiedziałam nieco zaskoczona całą tą sytuacją.
- To zabolało! - krzyknął.
 - Własnie tutaj. - powiedział kładąc dłoń po złej stronie.
 Podeszłam do niego rozbawiona, przesuwając jego rękę w prawo na prawidłowe miejsce serca. 
- Serce znajduje się po tej stronie. - zachichotałam.
- Przynajmniej potrafię cię rozbawić. - powiedział dumny siebie. 
- To jak? - dodał z nadzieją. 


W sumie.


Co mi szkodzi?


Pokiwałam powoli głową, dając mu znak, że się zgadzam. 
Chłopak uśmiechnął się szeroko, wyciągnął z kieszeni swojego złotego iPhone'a i podał mi go.
- Zapisz mi swój numer, a ja zadzwonię do ciebie. - powiedział cicho, nadal uśmiechnięty. Wzięłam urządzenie do ręki, wpisując w niego swój numer po chwili oddając go chłopakowi. 
- Muszę już iść, cześć. - mruknęłam uśmiechając się i wymijając chłopaka.
- Do zobaczenia! - krzyknął jeszcze za mną.
Pokręciłam rozbawiona głową, kierując się w stronę swojej garderoby. Idąc korytarzem natknęłam się na wychodzącą z "mojej" garderoby Ashley zmierzającą w moim kierunku z tajemniczym uśmiechem.
- Co? - zapytałam prosto z mostu. 
Brunetka wzruszyła ramionami uśmiechając się niewinnie.
-  A nic. - powtórzyła czynność, nadal mi się przyglądając. 
- Czemu się tak uśmiechałaś, kiedy szłaś? - zapytała, poruszając brwiami w znaczący sposób. Spojrzałam na nią zaskoczona, uświadamiając sobie, że faktycznie uśmiechałam się sama do siebie jak idiotka. 
Wzruszyłam ramionami, przegryzając wargę i wymijając dziewczynę.
- A tak sobie. - powiedziałam. 
- Cailin! - usłyszałam za sobą krzyk ciotki. 
Odwróciłam się i zobaczyłam, że biegnie w moją stronę razem ze swoim asystentem.
 Uniosłam brwi ku górze, zaciekawiona tym co ma mi do powiedzenia.
- Mamy dla ciebie propozycję. - powiedziała zdyszana, zerkając kątem oka na swojego towarzysza. 
- Razem z Charlie'm zauważyliśmy, że wpadłaś w oko Justinowi, a wiesz jak bardzo go lubię. - zaczęła. 
- Przejdź do rzeczy. - przerwałam jej.  
Mimo iż bardzo kocham Ellen, czasami ma głupie pomysły, których się boje i raczej nie chce w nich uczestniczyć.
- Może wykorzystamy troszeczkę Justina? No wiesz, żeby cię trochę wypromował. - powiedziała uśmiechając się szeroko i robiąc cudzysłów przy "wykorzystamy."
- No chyba cię bóg opuścił! - krzyknęłam. 
Kobieta spojrzała na mnie zaskoczona moim nagłym wybuchem, marszcząc czoło.
 - Doceniam to, że chcesz mi pomóc i bardzo ci za to dziękuje, ale nie. Nie zgodzę się na ten układ. - powiedziałam uspakajając się. 
- Justin jest bardzo miłym facetem i nie mam zamiaru go wykorzystywać w jakikolwiek sposób. Wybij sobie ten pomysł z głowy. - warknęłam. 
- Przynajmniej się obok niego zakręć. - odezwał się Charlie. 
Spojrzałam na niego jakby był z innej planety i pokręciłam energicznie głową.
- Wiesz co? Myślałam, że jako jej asystent i przyjaciel. - zrobiłam nacisk ostatnie słowo.
 - Wybijesz jej ten głupi pomysł z głowy! - krzyknęłam.
- Przecież on nie musi o niczym wiedziec, tak? Tylko spędzisz z nim troche czasu. Wypromuje cię, nawet nie będzie o tym wiedział. - odezwała się tym razem moja przyjaciółka. 
- Upadliście na głowę? Powtarzam ostatni raz, jeżeli mam coś odciągnąć to sama, bez niczyjej pomocy. - syknęłam, odwracając się na pięcie i wchodząc do garderoby. 
Nie będę nikogo wykorzystywać dla rozgłosu. 
Chce być dziennikarką, a nie jakąś gwiazdą muzyki! 
Justin jest bardzo miłym facetem i nie zaprzeczę, że też mi się spodobał, ale nie wykorzystam go tak czyś jak. 

Nie ma mowy.


    ~*~

Po przebraniu się, postanowiłyśmy z Ashley wstąpić do galerii na zakupy.
 W budynku panował chaos - dosłownie.
 Nastolatki krzyczały, płakały i pchały się do przodu. 
Widząc to pokręciłam głową, kierując się w stronę mojego ulubionego butiku. 
- Dzień dobry. - zawołała ekspedientka, kiedy tylko mnie zauważyła. 
- Dzień dobry, są jakieś nowe kolekcje? - zapytałam, uśmiechając się miło. 
To był jeden z tych sklepów, w którym mogłam przebywać dwadzieścia cztery na siedem.

Traktują mnie tutaj jak najlepszą przyjaciółkę, nawet mi się tutaj zwierzają co jest na prawdę zabawne
- Niestety nie, będzie dopiero za dwa dni. - odpowiedziała. 
- Co się dzieje w tej galerii? - zapytałam, unosząc brew w zaciekawieniu.
- Słynny Justin Bieber postanowił odwiedzić naszą galerie i zaszczycić nas swoją obecnością. - powiedziała, jakby znudzona tą całą sytuacją. 
- Mogłam się domyśleć, dlaczego panuje tutaj taki chaos. - mruknęłam pod nosem. Skierowałam się w stronę wieszaków, na których wisiały różne sukienki. 
Wzięłam do ręki sukienkę.

Albo nie. 

Jakąś szmatę.

 Bo sukienki na pewno nie przypominała.

 Miała kolor krwistoczerwony, miała ogromne wcięcie w talii i była zdecydowanie za krótka. Usłyszałam głośny huk spowodowany trzaśnięciem drzwiami i stłumione krzyki. 
Wyszłam zza regału, przyglądając się jak pięciu umięśnionych mężczyzn próbuje zamknąć wielkie szklane drzwi.
 Uniosłem wysoko brew, podchodząc bliżej aż nagle poczułam mocne szarpnięcie. 
Spojrzałam do góry i zobaczyłam ciemnoskórego mężczyznę trzymającego moją rękę.
- Prosiłbym o wyjście. - powiedział poważnym tonem.
- A ja prosiłabym o puszczenie mnie, zanim panu przywale. - warknęłam, wyrywając się. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu głos za mną.
- Kenny co ty robisz? Taką piękną panienkę chcesz wyrzucić? - prychnął. 
- Cześć ślicznotko, jestem Justin. - dodał, pewnym siebie tonem. 
Odwróciłam się twarzą do niego z miną "żartujesz sobie ze mnie?"
- To twój tekst na podryw? Tandetny. - powiedziałam.
- Cailin! Jak się cieszę, że cię widzę! - zignorował to co powiedziałam i podeszedl mnie przytulić.
 Owinął swoje ręce wokoło mojej talii, opierając swoją głowę na moim ramieniu.
- Nie przywitasz się ze mną? - poczułam jak jego gorący oddech muska moją skórę na szyi. Westchnęłam, podnosząc ręce i zarzucając je chłopakowi na szyje.
- Tak lepiej. - westchnął. 
Zachichotałam, przysuwając się bliżej niego. 
Poczułam jak się uśmiecha i tak jak ja przysunął się bliżej.

 Choć wątpię, że dało się bliżej. 

- Co ty tutaj robisz? - zapytał stłumionym głosem, ponieważ jego głowa znajdowała się na moim ramieniu, a twarz w moich włosach.
- Jestem na zakupach, ale jak widać stoję tutaj z tobą i się przytulam, zamiast robic zakupy. - prychnęłam. 
Chłopak zachichotał.

Urocze.

- Mnie się podoba, nie wiem jak tobie. - odpowiedział, wciąż chichocząc. 
Oczywiście, że mi się podoba idioto. 
- A ty? - zapytałam, wymijając jego wypowiedz i zapewne czerwieniąc się.
- Nudziło mi się to przyszłem sobie do galerii, ale nie sadziłem, ze zostanę napadnięty przez fanów. - odpowiedział. 
-  Ale się opłacało. - dodał. 
Mimowolnie uśmiech wkradł się na moją twarz słysząc jego słowa. 
- Ej gołąbki. - powiedział ten sam mężczyzna, co mnie szarpał.
 - Jeżeli nie chcecie, żeby jutro widniały na pierwszej stronie wasze zdjęcia, to skończcie się przytulać centralnie przy wejściu. - wywrócił oczami rozbawiony.
 Szybko oderwałam się od chłopaka, posyłając mu nieśmiały uśmiech.
- Skoro nie możemy przytulać się tutaj. - powiedział zawieziony. 
- To może zechcesz się ze mną wybrać na plaże? - dodał niepewnie.
 - No wiesz, pogadać i poznać się lepiej. - powiedział, drapiąc się po karku. 
Zachichotałam, kiwając głową. 

Był uroczy.

- Czyli jesteśmy umówieni? - zapytał upewniając się.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Przyjadę po ciebie o siódmej, okej? - odpadł ze słodkim uśmiechem.
 Zaśmiałam się pod nosem, czekając na moment, w którym zorientuje się, że nie ma mojego adresu. 
Chłopak podszedł do mnie, pocałował mnie w policzek i odwrócił się posyłając mi ostatni raz swój uśmiech. 
Pokręciłam rozbawiona głową odwracając się do "wszystkich", którzy bacznie nam się przyglądali. 
- No co? - powiedziałam wzruszając ramionami. 
Wywróciłam oczami, ciągnąc swoją przyjaciółkę za rękę w stronę wyjścia. 
- Umówiłas sie z nim! - pisnela Ashley.
- Tak. - powiedziałam z szerokim uśmiechem. 
Poczułam wibrację w kieszeni, wyciągnęłam telefon i zobaczyłam na ekranie wiadomość od nieznanego numeru. 

Od: Nieznany.
Z nadmiaru wrażeń zapomniałem zapytać gdzie mieszkasz. Xx

Justin.

Szybko wpisałam numer w kontakty i odpisując chłopakowi na sms'a.

Kto by pomyślał, że umówię się tego samego dnia z Bieberem?




________________________________________________________________________

Hejka naklejka!
Na początku chciałabym przeprosić za opóźnienie, ponieważ przez weekend nie miałam dostępu do komputera i nie miałam go jak dodać ;<
Ale następny pojawi się już na czas!
Mam nadzieję, że spodobał ci się rozdział i go SKOMENTUJESZ , ponieważ to BARDZO  motywuje, a przede wszystkim miło jest czytać, że twoje wypociny się komuś podobają :)

  • Jeżeli chcesz być na bieżąco wejdź w zakładkę "Informowani" i dodaj tam swój nick z Twittera.
    • Jeżeli prowadzisz SWOJEGO bloga i chcesz, żebym go przeczytała ( pewnie, że chcesz xd ), 
    • wejdź w zakładkę "Spam" i dodaj go tam.
    • Jeżeli chcesz się o mnie czegoś więcej dowiedzieć, wejdź w zakładkę "O mnie."
    • Jeżeli masz jakieś pytanie dotyczące opowiadania i nie tylko, wejdź w zakładkę "Pytania" i zadaj je tam.
    • Jeżeli chcesz zobaczyć zwiastun do bloga, wejdź w zakładkę "Zwiastun"
    • Jeżeli chcesz się zapoznać z bohaterami tego fanfiction, wejdź w zakładkę "Bohaterowie"
    • JEŻELI CI SIĘ SPODOBAŁO TO SKOMENTUJ!
    ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAŁY SIĘ CO TYDZIEŃ W SOBOTY!


    MUCH LOVE! XX